Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 stycznia 2018

Styczniowy Health Box


Dzisiaj chcę przedstawić Wam zawartość styczniowej ,,sportowej'' edycji Health Box'a (czym jest HB pisałam  tutaj). Jak zawsze część produktów mile mnie zaskoczyła, jednak znalazł się też jeden, którego zdecydowani nie wykorzystam. W tym miesiącu w pudełku można było znaleźć:

1. Ryż brązowy Jawo - dla niektórych nadal pierwsze skojarzenie na hasło posiłek sportowca to ryż z kurczakiem (mimo, że ćwiczę, to nie pamiętam już kiedy jadłam takie zestawienie). Oczywiście jest to dobre źródło węglowodanów złożonych, więc na pewno go wykorzystam, jednak pewnie w jakiejś bardziej roślinnej wersji :).

2. Chipsy bananowe Jawo - chciałoby się powiedzieć czarna owca tej edycji. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dodatkowy cukier w składzie. Banany już i tak są bardzo słodkie, trzeba jeszcze coś do nich dodawać? Produkt nie dla mnie.

3. Baton Warszawski Sport kakao i żurawina - wyraźnie różni się od klasycznych Batonów Warszawskich, zarówno smakiem jak i konsystencją. Jest dość zwarty, przypomina mi zbite ciasto czekoladowe. W składzie znajdziemy daktyle, słonecznik, mąkę gryczaną, siemię lniane, serwatkowy koncentrat białkowy, olej kokosowy, sezam, kakao, żurawinę, ksylitol, miód gryczany, sól himalajską i wodę. To jak najbardziej mój smak i jeden z ulubionych produktów styczniowego HB :).

4. Herbatka Fitnes Dary Natury - o dopisywaniu różnych fit zwrotów do nazw wspominałam już w poprzednim poście z przepisami na soki owocowo-warzywne. W przypadku produktów spożywczych takim zabiegiem też można nieźle podnieść sobie sprzedaż. Jest to mieszanka ziołowa, którą osobiście bardziej zaklasyfikowałabym do herbatek na trawienie. W składzie znajdują się: owoc róży, owoc jarzębiny, liść jeżyny, mięty, koper włoski owoc, kminek, kwiat hibiskusa. Każda torebka zapakowana jest osobno, mimo to po otwarciu opakowania wyraźnie czuć zapach kopru włoskiego. Po zaparzeniu pachnie lekko owocowo, w smaku jest bardzo delikatna - dla mnie trochę za delikatna. Generalnie może być, ale jeśli miałabym kupować herbatkę ziołową, raczej mój wybór nie padłby na tą.


5. Smoothie proteinowe Chias - nowość na rynku. Z tyłu butelki widnieje napis: bez dodatku cukru, konserwantów, barwników i aromatów. Do tego jest to produkt wegański i bezglutenowy. Wszystko fajnie, ale zerknijmy na skład: soki (52%) z jabłek, pomarańczy i cytryn z soków zagęszczonych, przecier bananowy, woda, przecier z gujawy (8%) i mango, białko sojowe (2,3%), mleko kokosowe (2%), stabilizator: naturalna pektyna, wyciąg z aceroli, marchwi i jabłek. Niby ok, ale pierwsze co się rzuca w oczy: soki z soków zagęszczonych - to prawie tak, jakbyśmy posłodzili sobie taki napój fruktozą. Koktajl został nazwany proteinowy, a w składzie mamy całe 2,3% białka sojowego. Patrząc na tabelę wartości odżywczych widzimy, że ilość białka w 100 ml wynosi 2,7 g. Butelka ma 330 ml, co daje nam 9 g w całej objętości. Czy to dużo? Jak na smoothie proteinowe chyba niekoniecznie. Ale jedno muszę mu oddać - smakuje naprawdę dobrze. Z jednej strony jest owocowy, a z drugiej ma aksamitną, delikatnie gęstą konsystencję, ale nie znajdziemy w nim żadnych pływających ,,farfocli". Mimo wszystko myślę, że jest warty spróbowania.


6. Masło z orzeszków ziemnych Pan Orzech - na koniec zostawiłam mojego faworyta. Wydawało mi się, że masło arachidowe nie może mnie już niczym zaskoczyć, a tutaj niespodzianka. Jest to najbardziej kremowe masło z jakim się do tej pory spotkałam. Ja nie wiem, co oni robią z tymi orzeszkami, ale konsystencja jest niesamowita. Do tego 100% orzechów i nic więcej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a Pan Orzech ma w swojej ofercie nawet masło z orzeszków piniowych (!), więc już wiem, gdzie zrobię najbliższe, orzechowe zakupy :).

środa, 27 grudnia 2017

Kosmetyki Le Petit Marseillais - kampania ambasadorska


Znacie kosmetyki Le Petit Marseillais? Muszę przyznać, że widywałam wcześniej reklamy tej marki, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze, żeby przetestować ich produkty. Dzięki kampanii ambasadorskiej LPM miałam okazję wypróbować odświeżający dezodorant i żel pod prysznic o zapachu białej brzoskwini i nektarynki. Drugi zestaw (kwiat pomarańczy) trafił do mojej przyjaciółki. Kosmetyki były zapakowane w eleganckie pudełko. W środku znajdował się również mini katalog produktów LPM oraz wskazówki i zadania dotyczące kampanii.


Zapach brzoskwiniowego żelu jest świeży i orzeźwiający. Kosmetyk dobrze się pieni (zawiera SLES, który jest delikatniejszy od SLS - nie zauważyłam, żeby podrażniał moja skórę, poza tym pamiętajmy, że żel pod prysznic całkowicie spłukujemy po użyciu, więc ewentualne ryzyko podrażnienia jest raczej niewielkie). Moim zdaniem lepiej sprawdzi się latem. Myślę, że zimą bardziej odpowiedni będzie kremowy żel z kwiatem pomarańczy, który w swoim składzie zawiera m. in. olej ze słodkich migdałów. Dezodorant dobrze spełnia swoją rolę, do tego nie zawiera soli aluminium i nie pozostawia białych śladów. Osobiście wolę wariant w kulce, jednak LPM na razie posiada tylko wersję w sprayu.

Żel brzoskwiniowy: Aqua, Sodium Laureth Sulfate,  Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Chloride, Prunus Persica Fruit Extract, Prunus Persica Nectarina Fruit Extract, Polyquaternium-7, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Benzyl Salicylate, Limonene, CI 14700, CI 19140.

Dezodorant brzoskwiniowy: Alcohol Denat., Butane, Isobutane, Propane, Propylene Glycol, Salvia Sclarea Oil (olejek z szałwii muszkatołowej), Prunus Persica Fruit Extract, Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate, Triethyl Citrate, Aqua, Glycerin, Citric Acid, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Linalool, Limonene.

Le Petit Marseillais poza żelami i dezodorantami posiada w swojej ofercie również mydła w płynie, olejki i kremy do mycia,  mleczka i balsamy do ciała oraz kremy do rąk, które możemy znaleźć w różnych wariantach zapachowych (m. in. malina i piwonia, truskawka, werbena i cytryna, wanilia i inne). Chętnie wypróbowałabym jeszcze pomarańczę z grejpfrutem i mandarynkę z limonką. Mieliście do czynienia z kosmetykami LPM? Jakie są Wasze wrażenia?



#ambasadorkalpm #swiezosclpm

środa, 20 grudnia 2017

Świąteczne kuleczki chałwowe i grudniowy Health Box


Jakie smaki kojarzą Wam się ze Świętami? Może marcepan? Albo pierniki? Dla mnie numerem jeden świątecznych smaków i zapachów są zdecydowanie mandarynki. Mają do tego ciekawą właściwość - jedząc je w szkole, w pracy czy na uczelni nie jest możliwe ukrycie faktu posiadania mandarynek. Wystarczy zacząć je obierać, a zaraz znajdą się jacyś chętni :). Tym razem jednak nie będzie o mandarynkach, ale innym przysmaku, który świetnie się wpasowuje w ten świąteczny czas. A mowa tu oczywiście o chałwie. Wydawałoby się - prosty skład, bo to głównie sezam (lub inne nasiona i orzechy), coś do posłodzenia i ewentualnie bakalie. A biorąc do ręki pierwszą lepszą chałwę na sklepowej półce, co widzimy na etykiecie oprócz podstawowych składników? Oczywiście olej palmowy, którego byśmy się tutaj nie spodziewali. Żeby kupić chałwę dobrej jakości trzeba się trochę natrudzić, dlatego dzisiaj mam dla Was przepis na banalnie proste do zrobienia, pyszne kuleczki chałwowe. Do ich przygotowania wykorzystałam Masło Sezamowe Słodzone Syropem z Agawy Primavika, które znalazło się w ostatnim, grudniowym Health Boxie (o nim opowiem trochę niżej), ale równie dobrze można wykorzystać tahini w połączeniu z dowolnym, płynnym słodzikiem. Takie kuleczki świetnie sprawdzą się jako świąteczny upominek. Nie dość, że przygotowane samodzielnie, to w dodatku pyszne i o zdecydowanie lepszym składzie niż ,,sklepowe" słodycze. Czego chcieć więcej? :)

Składniki (ok. 14 kuleczek):

- opakowanie Masła Sezamowego Słodzonego Syropem z Agawy Primavika (lub 110 g tahini + 70 g syropu z agawy lub innego płynnego słodzika)
- 1/3 szklanki orzechów laskowych (można wykorzystać inne, np. nerkowce)
- 2/3 szklanki poppingu z amarantusa
- opcjonalnie:  kakao, cynamon

Orzechy rozdrobnić w blenderze. Do miski wsypać wszystkie składniki. Masę wymieszać łyżką lub rękami (zdecydowanie łatwiej). Formować kulki wielkości orzecha włoskiego i układać na talerzu. Włożyć do lodówki na minimum 1 godzinę. Masę można też podzielić na części i przygotować różne warianty smakowe, np. z dodatkiem kakao. Przechowywać w lodówce (ale gwarantuję, że długo tam nie postoją :D).



Oprócz Masła Sezamowego Słodzonego Syropem z Agawy Primavika (które w składzie poza pastą sezamową i syropem zawiera jedynie lecytynę sojową i aromat waniliowy) w grudniowym Health Boxie znalazły się:

- Mąka z amarantusa Vivio - obecnie posiadam dwa duże opakowania mąki amarantusowej i chyba muszę zacząć intensywnie ją przerabiać, bo już i tak nie mam miejsca w moim kuchennym składziku :). Może naleśniki amarantusowe?

- Morwa suszona Vivio - sprawdzi się jako szybka przekąska, chociaż to chyba nie do końca mój smak, ale zawsze coś nowego.

- Przyprawa do ryby Vivio - bardzo podoba mi się skład tej przyprawy (papryka słodka, czosnek, pieprz biały, majeranek, oregano, rozmaryn, szałwia, kminek, papryka chilli), bo nie znalazłam w nim cukru ani soli. Niestety, często większą część takich mieszanek stanowi właśnie sól, a tutaj miłe zaskoczenie. Z chęcią ją wykorzystam.

- Bio cynamon cejloński Ekogram - cynamonu cejlońskiego używam na co dzień, ale cieszę się, że właśnie taki trafił do boxa, bo niestety przyprawa, którą można kupić w większości sklepów to tzw. cynamon kasja, czyli odmiana chińska. Kasja jest intensywniejszy w smaku, ale zawiera znacznie więcej kumaryny od cynamonu cejlońskiego (który jest zdecydowanie droższy) i nie powinno się go stosować w nadmiernych ilościach.

- Bio jeżyna liofilizowana Ekogram - liofilizowane owoce uwielbiam, a jeżyny nie miałam jeszcze okazji wypróbować, więc jest to jeden z moich ulubionych produktów tej edycji



poniedziałek, 27 listopada 2017

Listopadowy Health Box


Chociaż już prawie koniec miesiąca, chciałabym Wam przedstawić zawartość listopadowej edycji Health Box'a. O tym, czym jest Health Box, pisałam już w październiku (tutaj). Muszę przyznać, że ostatnie pudełka są jednymi z ciekawszych. Często trafiam na jakiś produkt, którego do tej pory nie znałam lub nie miałam jeszcze okazji spróbować. Tym razem w pudełku znalazły się:

1. Daktyle suszone - akurat skończył mi się zapas, więc dotarły w samą porę. Na pewno wykorzystam je do eksperymentowania z nowymi, słodkimi przepisami. 

2. Fasola mung - bardzo rzadko używam suszonych roślin strączkowych. Zwykle idę na łatwiznę i kupuję już ugotowane, w puszce. Do tej pory fasola mung kojarzyła mi się jedynie z kiełkami, więc tym chętniej wypróbuję ją w mojej kuchni. Mam ochotę przygotować placki albo pasztet warzywny. Co wolicie?

3. Zielony Mix - z tego chyba cieszę się najbardziej. Jest to sproszkowana mieszanka natki pietruszki, młodego jęczmienia i jarmużu. Będzie idealna do koktajli, a 200 g to dość spora paczka, więc powinna wystarczyć na długo :).


4. Masło Kokosowe Pan Orzech - moja pierwsza myśl: olej kokosowy pod inną nazwą. Jednak kiedy spojrzałam na zawartość tłuszczu okazało się, że jest go tam ok. 70%, a do tego 7% białka, więc jednak zawiera trochę kokosa. Smakuje dobrze, nie sprawia wrażenia, że je się sam olej :P. Nie mam jeszcze pomysłu na jego wykorzystanie, może jako dodatek do jakiegoś kremu albo jaglanki?


5. Paprykowo-marchewkowa pasta do kanapek Healthy Mind - tutaj kolejne miłe zaskoczenie. Pasta jest (a właściwie była) bardzo smaczna. Ma niezły skład, przyczepić się mogę jedynie do fruktozy (pewnie zaraz ktoś powie, że przesadzam, bo np. daktyle to prawie sam cukier, ale skoro można wybrać czy dodajemy słodzik do pasty czy nie, to po co to robić?). Myślę, że bez niej byłaby równie dobra, tym bardziej, że gotowana marchewka jest już naturalnie słodka. W pudełku znajdowała się również ulotka przedstawiająca inne warianty smakowe. Dostępna jest pasta ogórkowa oraz hummus klasyczny i z suszonymi pomidorami. Jeśli trafię na nie w sklepie, na pewno chętnie wypróbuję. 


Do tego wrzucam zdjęcie zawartości obu słoiczków. Z masłem kokosowym wszystko jest ok, to tylko wykrystalizowany na powierzchni tłuszcz.


6. Ciastko Konopki - jest to inna forma Konopek, które pojawiły się już wcześniej w Health Box'ie. Niby słodzone stewią, ale w składzie ma też mleko skondensowane. Nie do końca mi to odpowiada. Poza tym nasiona konopi to tylko 5%. Smaczne, ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby w pudełku znalazło się coś innego na ich miejsce. 

Jak oceniacie zawartość tej edycji? Wykorzystalibyście coś w swojej kuchni?

poniedziałek, 9 października 2017

Październikowy Health Box


Większość z Was zapewne słyszała o różnego rodzaju pudełkach subskrypcyjnych. Jest to nic innego jak zestaw produktów (np. kosmetyków, słodyczy, herbat, książek, gadżetów dla pupili, zabawek dla dzieci - powstaje tego coraz więcej, jest w czym wybierać), które zamawiamy w subskrypcji miesięcznej - do nas należy wybór, czy chcemy takie pudełko dostać tylko raz, czy np. otrzymywać je przez trzy miesiące z rzędu. Cena zależy od długości subskrypcji jaką wybraliśmy - wiadomo, im więcej, tym taniej :). Za każdym razem dostajemy inny zestaw produktów, jednak w większości przypadków nie znamy dokładnej zawartości naszego pudełka. Moim zdaniem jest to jedna z przyczyn coraz większej popularności tego typu zestawów. Zawsze jest to dla nas jakaś niespodzianka... bo kto nie lubi dostawać prezentów? :). 

Health Box jest moim pierwszym i jedynym pudełkiem subskrypcyjnym, które zamawiam regularnie od ponad roku. Zawsze intrygowały mnie box'y z kosmetykami, ale miałam obawy, że trafię na coś, czego nigdy nie będę używać, więc wolałam nie ryzykować z ich zakupem. Gdy tylko na rynku pojawił się wariant ze zdrową żywnością, wiedziałam, że muszę go wypróbować. Co miesiąc otrzymuję pudełko, w którym znajduje się minimum 6 pełnowartościowych produktów. Jeśli mamy jakieś nietolerancje pokarmowe, możemy taką informację podać podczas składania zamówienia - zawartość naszego boxa zostanie odpowiednio zmodyfikowana, abyśmy nie otrzymali czegoś, co mogłoby przyprawić nas o ból brzucha. Mimo, że unikam produktów z białym cukrem, postanowiłam zamówić wersję bez zmian. To, czego nie mogę zjeść, zawsze chętnie przygarną rodzice :). 

Staram się być na bieżąco z wszelkimi nowościami na rynku zdrowej żywności, dlatego nie tak łatwo mnie zaskoczyć. Produkty, które dostaję co miesiąc w Health Box'ie są bardzo zróżnicowane. Zwykle większość z nich jest mi znana, czasami po prostu uzupełniam zapasy, jednak zawsze znajdzie się coś, co sprawia, że chcę zamówić kolejne pudełko :). Kilka przykładów tego, co do tej pory otrzymałam od Health Box'a: Prażone migdały z ksylitolem, papryczką chili i solą himalajską, Makaron z Grochu Fabijańscy, Olej Słonecznikowy Green Spoon, Płatki z Teffu Vita Natura, Syrop Daktylowy Vita Natura, Krem Warszawski, Karob Frescana, Mąka kokosowa Frescana, Erytrol Jawo, Hummus Cytrynowy VegaUp. 

W tym wpisie chciałabym podzielić się z Wami zawartością październikowego boxa:


1. Rodzynki w surowej czekoladzie Cocoa - produkty tej firmy są mi znane i lubiane :). Od czasu do czasu pozwolę sobie na spróbowanie takich słodkości, jednak tym razem rodzynki zostały w domu. 

2. Niesolone, surowe, łuskane orzechy pistacjowe - muszę przyznać, że są świetne. W końcu można poczuć prawdziwy smak pistacji, który nie jest zagłuszony ogromną ilością soli. Powiedziałabym, że takie wyłuskane są idealne do ciasta, ale nie ma co się oszukiwać - zjem wszystkie prosto z opakowania :).


3. Borówka liofilizowana Frupp - liofilizowane owoce mają bardzo ciekawy smak, zdecydowanie inny od tych suszonych tradycyjną metodą. Borówek nie miałam jeszcze okazji spróbować, więc przypasowały mi idealnie. 

4. Krem Warszawski Śniadaniowy - Kremu Warszawskiego chyba nie muszę nikomu przedstawiać, jednak ten był dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Jest to nowy wariant smakowy, dostępny na razie tylko dla klientów Health Box'a. W swoim składzie zawiera migdały oraz liofilizowane truskawki. Nie myślałam, że może być tak dobry jak wersja czekoladowa... a jednak, ledwo powstrzymałam się przed zjedzeniem więcej niż jednej łyżeczki :).


5. Mąka z ciecierzycy Jawo - w tym przypadku uzupełniłam zapasy. Mąkę z ciecierzycy można wykorzystać np. do zrobienia czekoladowego ciasta z czerwonej fasoli

6. African Mango Boca Botanica - jest to produkt, którego zupełnie się nie spodziewałam. Był to gratis do edycji październikowej. Podchodzę raczej z dystansem do wszelkich suplementów diety, mam jednak nadzieję, że w składzie jest faktycznie to, co producent deklaruje na opakowaniu. Na etykiecie znajduje się informacja, że jest to ekstrakt z pestek Irvingia gabonensis, który ,,usprawnia naturalny proces spalania tkanki tłuszczowej" oraz ,,pomaga ograniczyć apetyt oraz łaknienie na cukry'' i ,,wspomaga metabolizm". Mój organizm raczej nie potrzebuje takich ,,wspomagaczy", więc ten produkt również został w domu.

7. Pełnoziarniste kukurydziane wafle w polewie kakaowej - specjalnie zostawiłam je na koniec. Byłoby to chyba niemożliwe, gdyby wszystkie produkty zawsze idealnie trafiały w mój gust. Wafle kukurydziane zapowiadały się raczej przeciętnie, gdybym nie spojrzała na ich skład. Poza aromatami i barwnikami w polewie kakaowej, znalazł się tam również olej palmowy... no niestety, do miana ,,zdrowego" bardzo mu daleko. Jest to jedyny produkt, który moim zdaniem nie powinien znaleźć się w tym pudełku. Ale jak to mówią, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził :).

Health Box jest pudełkiem, które idealnie sprawdzi się w przypadku osób dopiero poznających  zdrową, czy też nietypową żywność. Bardziej obeznani z tematem również znajdą w nim nowe, ciekawe produkty. Szczególnie, że od niedawna Health Box stawia na odkrywanie nowości dopiero pojawiających się na rynku. Czasami zdarzają się przekąski, które nie do końca mi odpowiadają, jednak ze zdecydowanej większości produktów jestem zadowolona. Cena takiego boxa na jeden miesiąc wynosi 44,99 zł plus koszty przesyłki. W przypadku subskrypcji trzymiesięcznej jedno pudełko kosztuje 40 zł. 

A czy Wy zamawiacie pudełka subskrypcyjne?

czwartek, 21 września 2017

Makaron z bobem i cukinią oraz kilka słów o olejach GreenSpoon


Oleje tłoczone na zimno używam w mojej kuchni codziennie. Są bazą do sosów sałatkowych, dodatkiem do makaronów, czy nawet zwieńczeniem zwyczajnych kanapek. W przeciwieństwie do olejów rafinowanych, nadają one delikatny smak i aromat wielu potrawom. Ilość tego typu produktów dostępnych obecnie na rynku jest ogromna. Oprócz wielu wariantów oleju rzepakowego czy słonecznikowego, do wyboru mamy coraz więcej nietypowych olei, takich jak rydzowy, konopny, z ostropestu, z gorczycy, z pestek dyni... Wybierając odpowiedni dla nas produkt, kierujemy się przede wszystkim smakiem i właściwościami zdrowotnymi. W mojej kuchni zdecydowanie króluje olej rzepakowy oraz, od niedawna, olej rydzowy (z lnianki). Nie będę się tutaj rozpisywać o ich właściwościach, bo jest to temat na oddzielny post, chciałabym jednak krótko przedstawić oleje, których używam od dłuższego czasu i nie zamieniłabym ich na żadne inne :). A mowa tutaj o olejach tłoczonych na zimno GreenSpoon. Produkt, jaki miałam okazję wypróbować na początku, był to olej rzepakowy. Pierwszą moją reakcją było niedowierzanie, że olej może tak świetnie, orzechowo smakować. I to nasz, wydawałoby się - pospolity, rzepakowy. Reakcja mojej mamy była podobna, więc zamówienie co najmniej jednej butelki w niedalekiej przyszłości było już przesądzone :). Postanowiłyśmy spróbować też innych rodzajów - lnianego, z pestek dyni (co za kolor!), rydzowego... Dzięki konkursowi organizowanemu na facebooku przez GreenSpoon mogłam również skosztować oleju z czarnuszki. Każdy z nich był inny, każdy smakował świetnie, lecz nasze serca podbił zdecydowanie olej rzepakowy i rydzowy. Nie są to produkty wytwarzane w hurtowych ilościach - w sklepach stacjonarnych można je kupić jedynie na południu Polski - ale na szczęście, od czego jest internet :). Jeśli będziecie kiedyś zastanawiać się nad zakupem olejów zimnotłoczonych - z czystym sumieniem mogę polecić GreenSpoon i zagwarantować, że czegoś takiego jeszcze nie próbowaliście :)


Makaron z bobem i cukinią

Składniki (3-4 porcje):

- 0,5 kg bobu
- 1 średnia cukinia
- 250 g makaronu penne (lub innego dowolnego)
- skórka otarta z 1 cytryny
- sok z 1/4 cytryny
- listki świeżego tymianku i oregano
- sól, pieprz
- do smażenia: olej rzepakowy rafinowany 
- do podania: Zdrowy Olej Rydzowy GreenSpoon

Makaron ugotować. Cukinię pokroić w półplasterki. W międzyczasie ugotować i obrać bób. Na patelni rozgrzać olej, dodać cukinię i podsmażyć przez kilka minut. Dodać bób, zioła, skórkę i sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem, wymieszać. Po chwili wrzucić na patelnię makaron. Podawać obficie skropione olejem rydzowym.

czwartek, 7 września 2017

Jogurty Zott Primo - projekt trnd

Słyszeliście kiedyś o marketingu rekomendacji? Jest to coraz lepiej rozwijająca się forma reklamy, na której zyskują i firmy i konsumenci. W sieci powstaje coraz więcej tego typu stron, a jedną z nich jest trnd. Poprzez udział w projektach, mamy możliwość przetestowania całkowicie za darmo różnego rodzaju produktów. Mogą to być kosmetyki, słodycze, jogurty, środki do prania, nawet alkohol. Ale jak to działa? Czy rzeczywiście możemy dostać pełnowartościowe produkty nic za nie nie płacąc? Okazuje się, że jedyne, co musimy zrobić, to rekomendować/ reklamować/ polecać... po prostu rozmawiać, o tym co otrzymaliśmy, z rodziną i przyjaciółmi :).

W projekcie Zott Primo, w którym aktualnie biorę udział, mamy do wykorzystania budżet 35 zł na zakup określonych rodzajów jogurtów. Na podstawie paragonów trnd zwraca nam pieniądze za zakupione produkty prosto na nasze konto. Pocztą otrzymujemy zestaw ambasadora, który tym razem składa się z przewodnika projektu oraz książeczki z 20 ankietami, które mamy wręczyć naszym znajomym razem z jogurtami (oczywiście część zostaje dla nas do zjedzenia). Informacje z ankiet wprowadzamy potem przez formularz na stronie.


Dzięki projektowi Zott Primo, mamy okazję spróbować jogurtów naturalnych: gęstych, greckich, pitnych, słodzonych miodem, bez laktozy oraz z dodatkami. Mają one świetny skład - bez mleka w proszku i innych zbędnych ,,ulepszaczy".



Dla nas oraz naszych znajomych jest to możliwość wypróbowania nowych produktów, często takich, które dopiero wchodzą na rynek. Dla producenta jest to świetna reklama - rekomendacje bliskich osób działają zdecydowanie lepiej, niż reklama w telewizji czy gazecie.

Aby dostać się do takiego projektu, należy zarejestrować się na stronie, uzupełnić wszystkie dane, a następnie wypełniać na bieżąco ankiety, które otrzymujemy. Na ich podstawie wybierane są osoby do poszczególnych projektów. Warto spróbować - nic nas to nie kosztuje, a mamy możliwość przetestowania za darmo pełnowartościowych produktów i dzielenia się nimi ze znajomymi :). 


piątek, 18 sierpnia 2017

Ogrody ziołowe - gdy zwykła bazylia przestaje nam wystarczać

Obecnie w każdym supermarkecie możemy już kupić świeżą bazylię. W większych sklepach trafimy nawet na oregano, miętę, tymianek, kolendrę, szałwię... i właściwie tyle. Albo aż tyle. Bo jeszcze parę lat temu nie było szans na dostanie świeżych ziół ot tak. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia... Chcemy wciąż próbować czegoś nowego, eksperymentować w kuchni, poznawać nowe smaki. A dzięki temu, że teraz praktycznie wszystko jesteśmy w stanie kupić przez internet, możliwości mamy nieograniczone :).

Więc kiedy znudzi nam się już ta ,,supermarketowa" bazylia, możemy odwiedzić miejsce, gdzie takich bazylii będziemy mieli do wyboru kilkadziesiąt odmian, a do tego mnóstwo gatunków innych ziół. Takim miejscem są Ogrody Ziołowe. Pierwszy raz poznałam tę firmę w zeszłym roku, kiedy zamówiłam kilka sadzonek na wyprzedaży. Właściwie sadzonki to nie jest dobre określenie, ponieważ otrzymałam duże, zdrowe rośliny. Tym razem znowu postanowiłam poczekać na obniżkę cen, jednak zamówiłam zdecydowanie więcej roślin (na szczęście na balkonie zostało jeszcze trochę miejsca). Moją pierwszą obawą o taką formę zakupu ziół była ich dostawa - no bo jak to ma dotrzeć do mnie w jednym kawałku, bez wysypanej w całej paczce ziemi i połamanych łodyg? A jednak jest to możliwe :). Dzisiaj kurier przyniósł mi przesyłkę, której zawartość po otwarciu wyglądała tak:

Zawartość paczki

Zabezpieczenie roślinek
Na paczce znajdowały się nalepki ,,NIE RZUCAĆ'', a cały karton był po brzegi wypełniony trocinami. Trochę czasu zajęło mi rozpakowanie całej zawartości, bo każda roślina była owinięta w folię, do tego sama doniczka była zabezpieczona woreczkiem foliowym przymocowanym patykiem - nie było szans, żeby ziemia wysypała się z doniczki. Dokładny sposób pakowania możecie również zobaczyć na stronie Ogrodów po kliknięciu w dowolną roślinę z oferty sklepu. Wszystkie zioła po rozpakowaniu przeniosłam na balkon. Najgorzej transport przetrwała mięta imbirowa, która miała połamanych kilka gałązek, jednak liście od razu wykorzystałam do zaparzenia herbaty (razem z innymi listkami, które gdzieś odpadły podczas podróży oraz takimi, które musiałam obciąć). Liście rukoli były lekko poobgryzane, jednak nie zauważyłam na niej żadnych intruzów. Większość ziół była dość sporych rozmiarów, ale co najważniejsze - otrzymałam zdrowe rośliny. Bez szkodników, bez plam wskazujących na chorobę. Oto kilka ,,okazów":



Rozmaryn ,,Veittschochgeim"
Rukola afgańska
Tymianek kokosowy
Bazylia niebieska
Kilka listków oregano od razu wykorzystałam do zrobienia swojej ulubionej kanapki z awokado, pomidorem i cebulą :)



Jeśli zastanawialiście się kiedyś nad kupnem bardziej nietypowych ziół do Waszej kuchni, to może właśnie teraz jest dobra okazja? A może mieliście już do czynienia z Ogrodami Ziołowymi? Podzielcie się w komentarzach :).