Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 maja 2018

Mini desery jogurtowo-kawowe


Bardzo proste w wykonaniu (a zarazem bardzo smaczne) mini desery jogurtowo-kawowe, które świetnie sprawdzą się w momencie, kiedy najdzie nas nagła ochota na coś słodkiego. Są lekko kwaskowe, a jednocześnie delikatnie słodkie. Daleko im do ciężkiego, mocno czekoladowego brownie - mają za to w sobie coś, co sprawia, że po jednej porcji ma się ochotę na więcej :). Do przygotowania tych deserów wykorzystałam produkty bez laktozy Mlekovita.
Składniki (5-6 porcji):

- 3 łyżki ksylitolu
- 1,5 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
- 1 tabliczka (100 g) gorzkiej czekolady bez cukru
- 1/3 łyżeczki sproszkowanej wanilii
- świeżo zmielona kawa i potłuczone orzechy laskowe do dekoracji

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, pozostawić do lekkiego wystudzenia. Kawę rozpuścić w niewielkiej ilości ciepłej wody, odstawić. Śmietanę, jogurt i ksylitol zmiksować na jednolitą masę, rozdzielić na dwie miski (każda część po ok. 300 g). Do jednej części dodać sproszkowaną wanilię, zmiksować. Do drugiej dodać roztopioną czekoladę oraz kawę i zmiksować. Ciemną część przełożyć do pucharków, wstawić na pół godziny do lodówki. Na lekko stężałą czekoladową warstwę wylać masę jogurtową, przenieść do lodówki. Przed podaniem posypać świeżo zmieloną kawą oraz potłuczonymi orzechami laskowymi.

wtorek, 27 lutego 2018

Kawowy pudding z tapioki


Pudding z tapioki przygotowałam w dwóch wariantach: jako deser w pucharkach oraz w formie tarty na daktylowym spodzie. Na pewno spodoba się wszystkim wielbicielom kawy :). 

Składniki (3-4 porcje):
- 600 mleka kokosowego (gęstego - z puszki)
- 100 ml wody
- 0,5 szklanki drobnych kuleczek tapioki
- 1-2 łyżki kawy rozpuszczalnej
- 4 łyżki ksylitolu 

Daktylowy spód (na tortownicę o średnicy 21-22 cm):

- 150 g daktyli 
- 100 g dowolnych orzechów lub nasion (użyłam prażonego sezamu), zmielonych
- 40 g amarantusa ekspandowanego

Mleko kokosowe i wodę umieścić w garnku, zagotować. Dodać ksylitol i kawę, wymieszać do rozpuszczenia. Tapiokę wrzucić na gotujące się mleko, zmniejszyć gaz i gotować pod przykryciem ok. 25 minut, co chwilę mieszając (kuleczki tapioki łatwo przywierają do dna). Po tym czasie masę przelać do pucharków (będzie jeszcze dość płynna), pozostawić do ostudzenia, a następnie włożyć do lodówki na kilka godzin lub na całą noc.

Wersja na spodzie: daktyle zalać gorącą wodą i odstawić na kilka minut do namoczenia. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Zmielone orzechy umieścić w misce razem z amarantusem. Daktyle przełożyć do blendera i blendować dodając niewielką ilość wody, aż do uzyskania konsystencji pasty. Przełożyć do pozostałych składników i dokładnie wymieszać. Powstałą masą wykleić spód i boki tortownicy, na to wylać jeszcze ciepły pudding. Po ostudzeniu przełożyć do lodówki.

niedziela, 19 listopada 2017

Festiwal Kawy Trójmiasto II edycja - relacja


Jeśli chociaż od czasu do czasu zaglądacie na mojego bloga albo instagram, to wiecie, że na co dzień nie używam cukru. ,,Normalne" słodycze zdarza mi się zjeść kilka razy w roku (zazwyczaj na święta albo jakieś specjalne okazje), ale przy tym wyznaję jedną zasadę: jeśli już jem coś słodkiego, to musi być to coś naprawdę dobrego. Nie ma opcji żebym poszła do sklepu i kupiła pierwsze lepsze cukierki albo czekoladę. W tym tygodniu nadarzyła się świetna okazja do sprawienia sobie takiej przyjemności, a mianowicie Festiwal Kawy Trójmiasto. W ramach tego wydarzenia przez cały tydzień w wybranych kawiarniach i restauracjach w Trójmieście można było skorzystać ze specjalnej oferty na kawy i desery. Jako recenzent festiwalu odwiedziłam trzy takie miejsca. Nie chcąc się narażać na ,,szok cukrowy" (w moim przypadku połączenie kawy i cukru to mieszanka wybuchowa), na degustację festiwalowych ciast zabrałam ze sobą Anastazję, która z wielką chęcią pomogła mi ocenić smak kawy i deserów :).

Pierwszym punktem naszego kawowego szlaku był Pociąg do Stacja Gdańsk - malutka kawiarnia znajdująca się nad samą Motławą. Wystrój nawiązywał do nazwy tego miejsca - po przekroczeniu progu naszym oczom ukazał się sporej wielkości pociąg w postaci fototapety. Z okazji festiwalu miałyśmy do wyboru kilka rodzajów ciast. Zdecydowałyśmy się na sernik Oreo oraz ciasto piernikowe. Bezsprzecznym faworytem została druga pozycja, która w połączeniu z wyrazistym americano podbiła nasze kubki smakowe. Deser był na tyle lekki, że w przeciwieństwie do sernika mogłybyśmy spokojnie zjeść drugi kawałek. Dodatkowo miła obsługa sprawiła, że wyszłyśmy z Pociągu bardzo zadowolone. Jeśli kiedyś znajdę się na gdańskiej starówce, z wielką chęcią wstąpię do tej niewielkiej kawiarni :).


Jeszcze tego samego dnia odwiedziłyśmy Dobrą Kawę. Klimat kawiarni całkowicie odmienny od poprzedniego - pastelowe wnętrze zachęca do odwiedzin raczej we wcześniejszych godzinach, a oferta zaprasza nas do zamówienia śniadania lub lunchu. Zestaw festiwalowy, który otrzymałyśmy (dokładnie taki, jaki był podany w menu festiwalowym) składał się z kawy flat white oraz sticky toffee puddingu podawanego na ciepło z gałką lodów. Muszę przyznać, że dawno nie piłam tak dobrej kawy. Pomimo tego, że była z dodatkiem mleka, mogłam w niej wyczuć nuty czekolady, a nawet orzechów. Ciasto na pierwszy rzut oka wydawało się dość niepozorne, ale kiedy spróbowałam, od razu zmieniłam zdanie. Lekko korzenny smak świetnie komponował się ze słodkim sosem. Wgl uważam, że podawanie ciast na ciepło to bardzo dobry pomysł, szczególnie kiedy pogoda nas nie rozpieszcza. Wizytę w Dobrej Kawie uważam za udaną, choć tutaj obsługa nie urzekła nas tak jak w Pociągu.


Ostatnim punktem na naszej kawowej mapie Trójmiasta była restauracja Winestone w  Hotelu Mercure Gdańsk Posejdon, znajdująca się w Jelitkowie. Nie ukrywam, że jest to miejsce, do którego normalnie pewnie bym nie zajrzała. Przede wszystkim dlatego, że rzadko bywam w restauracjach hotelowych, a tym bardziej z takiej półki cenowej (Mercure zdecydowanie zalicza się do tych droższych). Obsługa jednak sprawiła, że nie czułam się tam jak w restauracji, do której powinnam założyć suknię wieczorową albo złożyć zamówienie na kwotę znacznie przewyższającą moje możliwości  (a niestety w niektórych miejscach można odnieść takie wrażenie). Wystrój wnętrza trafił w nasz gust - nie był przytłaczający, a do tego znalazło się tam kilka kanap, które z radością zajęłyśmy :). W ramach festiwalowego zestawu zaproponowano nam brownie na ciepło z sosem czekoladowym i lodami bakaliowymi... i było to chyba najlepsze ciasto jakie jadłam do tej pory na Festiwalu. Natomiast latte o smaku pieczonego jabłka było dla nas o wiele za słodkie :D.


Kolejna edycja Festiwalu Kawy Trójmiasto odbędzie się już na wiosnę. Na pewno nie przegapię okazji do poznania nowych kawiarni i restauracji w mojej okolicy. Jednak na razie (po takiej ilości ciast w jednym tygodniu) zdecydowanie czas na detoks :D. A Wy, pozwalacie sobie czasem na takie słodkie grzeszki? :)