niedziela, 19 listopada 2017

Festiwal Kawy Trójmiasto II edycja - relacja


Jeśli chociaż od czasu do czasu zaglądacie na mojego bloga albo instagram, to wiecie, że na co dzień nie używam cukru. ,,Normalne" słodycze zdarza mi się zjeść kilka razy w roku (zazwyczaj na święta albo jakieś specjalne okazje), ale przy tym wyznaję jedną zasadę: jeśli już jem coś słodkiego, to musi być to coś naprawdę dobrego. Nie ma opcji żebym poszła do sklepu i kupiła pierwsze lepsze cukierki albo czekoladę. W tym tygodniu nadarzyła się świetna okazja do sprawienia sobie takiej przyjemności, a mianowicie Festiwal Kawy Trójmiasto. W ramach tego wydarzenia przez cały tydzień w wybranych kawiarniach i restauracjach w Trójmieście można było skorzystać ze specjalnej oferty na kawy i desery. Jako recenzent festiwalu odwiedziłam trzy takie miejsca. Nie chcąc się narażać na ,,szok cukrowy" (w moim przypadku połączenie kawy i cukru to mieszanka wybuchowa), na degustację festiwalowych ciast zabrałam ze sobą Anastazję, która z wielką chęcią pomogła mi ocenić smak kawy i deserów :).

Pierwszym punktem naszego kawowego szlaku był Pociąg do Stacja Gdańsk - malutka kawiarnia znajdująca się nad samą Motławą. Wystrój nawiązywał do nazwy tego miejsca - po przekroczeniu progu naszym oczom ukazał się sporej wielkości pociąg w postaci fototapety. Z okazji festiwalu miałyśmy do wyboru kilka rodzajów ciast. Zdecydowałyśmy się na sernik Oreo oraz ciasto piernikowe. Bezsprzecznym faworytem została druga pozycja, która w połączeniu z wyrazistym americano podbiła nasze kubki smakowe. Deser był na tyle lekki, że w przeciwieństwie do sernika mogłybyśmy spokojnie zjeść drugi kawałek. Dodatkowo miła obsługa sprawiła, że wyszłyśmy z Pociągu bardzo zadowolone. Jeśli kiedyś znajdę się na gdańskiej starówce, z wielką chęcią wstąpię do tej niewielkiej kawiarni :).


Jeszcze tego samego dnia odwiedziłyśmy Dobrą Kawę. Klimat kawiarni całkowicie odmienny od poprzedniego - pastelowe wnętrze zachęca do odwiedzin raczej we wcześniejszych godzinach, a oferta zaprasza nas do zamówienia śniadania lub lunchu. Zestaw festiwalowy, który otrzymałyśmy (dokładnie taki, jaki był podany w menu festiwalowym) składał się z kawy flat white oraz sticky toffee puddingu podawanego na ciepło z gałką lodów. Muszę przyznać, że dawno nie piłam tak dobrej kawy. Pomimo tego, że była z dodatkiem mleka, mogłam w niej wyczuć nuty czekolady, a nawet orzechów. Ciasto na pierwszy rzut oka wydawało się dość niepozorne, ale kiedy spróbowałam, od razu zmieniłam zdanie. Lekko korzenny smak świetnie komponował się ze słodkim sosem. Wgl uważam, że podawanie ciast na ciepło to bardzo dobry pomysł, szczególnie kiedy pogoda nas nie rozpieszcza. Wizytę w Dobrej Kawie uważam za udaną, choć tutaj obsługa nie urzekła nas tak jak w Pociągu.


Ostatnim punktem na naszej kawowej mapie Trójmiasta była restauracja Winestone w  Hotelu Mercure Gdańsk Posejdon, znajdująca się w Jelitkowie. Nie ukrywam, że jest to miejsce, do którego normalnie pewnie bym nie zajrzała. Przede wszystkim dlatego, że rzadko bywam w restauracjach hotelowych, a tym bardziej z takiej półki cenowej (Mercure zdecydowanie zalicza się do tych droższych). Obsługa jednak sprawiła, że nie czułam się tam jak w restauracji, do której powinnam założyć suknię wieczorową albo złożyć zamówienie na kwotę znacznie przewyższającą moje możliwości  (a niestety w niektórych miejscach można odnieść takie wrażenie). Wystrój wnętrza trafił w nasz gust - nie był przytłaczający, a do tego znalazło się tam kilka kanap, które z radością zajęłyśmy :). W ramach festiwalowego zestawu zaproponowano nam brownie na ciepło z sosem czekoladowym i lodami bakaliowymi... i było to chyba najlepsze ciasto jakie jadłam do tej pory na Festiwalu. Natomiast latte o smaku pieczonego jabłka było dla nas o wiele za słodkie :D.


Kolejna edycja Festiwalu Kawy Trójmiasto odbędzie się już na wiosnę. Na pewno nie przegapię okazji do poznania nowych kawiarni i restauracji w mojej okolicy. Jednak na razie (po takiej ilości ciast w jednym tygodniu) zdecydowanie czas na detoks :D. A Wy, pozwalacie sobie czasem na takie słodkie grzeszki? :)

niedziela, 12 listopada 2017

Marchewkowo-jabłkowe ciasto z recyklingu


Nie lubię kiedy coś się marnuje, a już szczególnie boli mnie wyrzucanie jedzenia. W kuchni wiele ,,odpadków" można jeszcze wykorzystać, tak naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia. Dzisiaj chcę Wam pokazać, jak wykorzystałam pulpę marchewkowo-jabłkową, która pozostała mi po wyciskaniu soku w wyciskarce wolnoobrotowej. Właściwie można użyć tutaj dowolnego zestawu warzyw i owoców. Jako baza do ciasta świetnie sprawdzą się też buraki czy cukinia. Jeśli nie mamy takich ,,odpadków", możemy po prostu zetrzeć na tarce marchewkę i jabłka :). Samo ciasto przypomina w smaku wilgotnego murzynka, nie jest bardzo słodkie (jak większość moich wypieków), więc zawsze można dodać trochę więcej słodzika :).

Składniki (na tortownicę o średnicy 22 cm):

- 400 g pulpy marchewkowo-jabłkowej (lub startej na tarce marchewki i jabłek - po połowie)
- 1 szklanka mąki gryczanej
- 1/3 szklanki kakao
- 2 jajka
- 180 g twarogu na sernik (lub jogurtu naturalnego)
- 0,5 szklanki oleju rzepakowego
- 3 łyżki syropu daktylowego (można dodać więcej)
- 1 dojrzały banan
- 1 łyżeczka cynamonu 
- 0,5 łyżeczki sody
- polewa: 50 g gorzkiej czekolady bez cukru, 40 g śmietany kremówki + garść orzechów laskowych

Piekarnik rozgrzać do 180°C. Banana rozdrobnić widelcem na papkę. Wszystkie składniki ciasta wymieszać w misce łyżką lub mikserem, przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec ok. 60 min. Wyjąć z piekarnika i wystudzić. Przygotować polewę: czekoladę połamać na kostki i rozpuścić razem ze śmietaną w kąpieli wodnej. Polać ciasto. Orzechy rozdrobnić w moździerzu, posypać po wierzchu.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Dyniowe curry z czerwoną soczewicą


Tak, wiem, znowu dynia. Ale w tym sezonie to ostatni przepis z jej udziałem... prawdopodobnie :). Dopiero w tym roku zaczęłam tak naprawdę odkrywać jej wszechstronne zastosowanie, dlatego eksperymentuję na różne sposoby i chyba wychodzi to nie najgorzej :). Curry zdecydowanie trafiło w gusta domowników, jestem ciekawa, czy trafi również w Wasze :).

Składniki (2-3 porcje):
- 1 szklanka puree z dyni
- 1 szklanka suchej, czerwonej soczewicy
- 1 cebula
- 750 ml bulionu lub wody
- 1 łyżeczka czerwonej pasty curry (można dodać więcej jeśli lubicie ostrzejsze smaki)
- 1/2 łyżeczki kurkumy
- 1/3 łyżeczki cynamonu
- sól i pieprz
- olej do smażenia

W średnim garnku rozgrzać olej. Cebulę pokroić w kostkę, wrzucić do garnka i podsmażyć do zeszklenia. Dodać pastę curry, smażyć jeszcze przez chwilę. Dodać suchą soczewicę, puree z dyni, kurkumę i cynamon, wymieszać. Zalać bulionem, gotować pod przykryciem aż soczewica będzie miękka. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

piątek, 3 listopada 2017

Dyniowe ciasteczka owsiane


W tym roku postanowiłam maksymalnie wykorzystać sezon na dynię chociaż wiem, że i tak wielu pomysłów nie uda mi się zrealizować (czemu na wszystko zawsze jest tak mało czasu...). Dzisiaj przedstawiam kolejne dyniowe słodkości, czyli miękkie ciasteczka owsiane z kawałkami czekolady. Oczywiście bez grama białego cukru :). Tym razem funkcję słodzika pełni banan i odrobina syropu klonowego (jeśli lubicie słodsze desery, polecam dodać więcej syropu). Ciastka są najlepsze drugiego dnia, kiedy płatki owsiane dobrze zmiękną (ledwo udało mi się przechować dwie sztuki na następny dzień dla porównania). Korzystajmy więc z naszych sezonowych warzyw i owoców, bo niedługo zostanie nam to, co latem zamknęliśmy w słoiki, zamroziliśmy lub wysuszyliśmy... no a w sklepach pozostaną hiszpańskie (brr...) pomidory.

Składniki (ok. 15 ciasteczek):

- 0,5 szklanki mąki pszennej
- 1 szklanka płatków owsianych
- 3/4 szklanki puree z dyni
- 1 duży, dojrzały banan
- 50 g miękkiego masła
- 2 łyżki syropu klonowego (można dodać więcej)
- 50 g gorzkiej czekolady bez cukru
- 1/3 łyżeczki sody
- opcjonalnie: szczypta sproszkowanej wanilii

Piekarnik rozgrzać do 180 ℃. Banana rozgnieść widelcem na papkę. Czekoladę pokroić na małe kawałeczki. Wszystkie składniki umieścić w misce, wymieszać dokładnie łyżką lub mikserem (masa będzie dość klejąca). Z ciasta formować kulki (u mnie była to porządna łyżeczka masy na jedno ciastko, można zrobić większe lub mniejsze), układać w niewielkich odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Każdą kulkę spłaszczyć delikatnie dłonią. Piec ok. 20 minut. 


poniedziałek, 30 października 2017

Makaron gryczany z dynią i tofu


Dzisiaj proponuję dynię w wersji obiadowej. Jest to danie dla wielbicieli nietypowych, orientalnych smaków. Połączenie z ciemnym makaronem gryczanym, kostkami tofu oraz nerkowcami z dodatkiem sosu sojowego idealnie wpasowuje się w jesienną kolorystykę :).

Składniki (2-3 porcje)
- 150 g makaronu gryczanego
- 200 g dyni (świeżej lub upieczonej)
- 50 g nerkowców
- 1 kostka tofu (180 g)
- 3 łyżki sosu sojowego
- 2 łyżeczki octu ryżowego
- 2 łyżeczki ksylitolu
- olej do smażenia
- do podania: sos sojowy, olej sezamowy

Makaron ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu. Tofu oraz dynię pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić dynię (w przypadku surowej), podsmażyć, dodać tofu (jeśli używamy już upieczonej dyni, wrzucamy ją na patelnię od razu z tofu). Dodać sos sojowy, ocet ryżowy, ksylitol oraz nerkowce, wymieszać. Po chwili dodać makaron. Podawać skropione olejem sezamowym oraz sosem sojowym.

piątek, 27 października 2017

Finał Barilla Cup i przepis na makaron w kremowym sosie ze szpinakiem i suszonymi pomidorami


Kilka miesięcy temu, wysyłając swoje zgłoszenie na konkurs Barilla Cup, nie myślałam, że mogę dostać się do kolejnego etapu konkursu (nie wspominając już nawet o finale). Mój pierwszy przepis, jaki przygotowałam, pojawił się już na blogu (Tagliatelle z kurczakiem i pesto z liści rzodkiewki). Mimo, że nie udało mi się zdobyć rocznego zapasu makaronu, po kilku tygodniach otrzymałam maila, że przeszłam do drugiego etapu. Polegał on na przygotowania krótkiego filmiku, w którym składam życzenia Barilli z okazji 140 urodzin. Jak się później okazało, moja praca spodobała się jury, a to oznaczało tylko jedno... udział w finale makaronowych mistrzostw Barilla Cup! 21 października przyjechałam do Warszawy, by walczyć o wycieczkę dla dwóch osób do Parmy... Szczerze mówiąc, sam udział w finale i możliwość gotowania wraz z innymi uczestnikami pod okiem mistrzów był dla mnie wielkim wyróżnieniem i nagrodą. 12 osób stanęło do makaronowej rywalizacji. 12 pozytywnie zakręconych osób, z których każda miała inny, oryginalny pomysł na przygotowanie finałowego dania. Atmosfera jaką stworzyli tego dnia w Akademii Kulinarnej Whirlpool sprawiła, że czułam się, jakbym gotowała z grupą znajomych. Dostałam od nich wiele cennych wskazówek, a jedynym przeciwnikiem, jakiego w tamtej chwili miałam przed oczami, był czas (no dobra, bałam się jeszcze, ze rozgotuję makaron :P). Przygotowanie dania w 45 min i  podanie go na 6 talerzach wymagało maksimum skupienia. Na szczęście pracowaliśmy pod czujnym okiem świetnych kucharzy i szefów kuchni, którzy zawsze byli gotowi służyć nam radą i pomocą. Miałam przyjemność poznać między innymi Marco Ghia, który zasiadał w komisji, oraz Krakowskiego Makaroniarza. Po spróbowaniu wszystkich dań jurorzy udali się na obrady, a my z niecierpliwością oczekiwaliśmy na werdykt. Przed ogłoszeniem wyników wszyscy uczestnicy dostali pamiątkowe dyplomy oraz torby z produktami Barilla. W poprzednich edycjach pierwsze miejsca należały do mężczyzn, jednak tym razem podium zdominowały kobiety (i jak się później okazało, wszystkie związane z Trójmiastem). Główna nagroda, czyli wycieczka dla dwóch osób do Parmy, trafiła w ręce Kai. Jej przepis na Capellini Barilla z pieczarkami, serem Grana Padano i skórką z cytryny (lub inaczej ,,Sen Grzybiarza" :D) zachwycił podniebienia jurorów. Tak samu jak rok temu, ta edycja potwierdziła, że najprostsze przepisy są najlepsze. Trzeba pamiętać - co podkreślał Marco - że najważniejszy jest makaron, to on ma grać główną rolę. Wśród wszystkich dań (ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu) również makaron, który przygotowałam, zyskał uznanie jury. Penne Rigate Barilla w kremowym sosie ze szpinakiem i suszonymi pomidorami otrzymał drugie miejsce - takiego zastrzyku endorfin dawno nie dostałam :). Na szczęście była tam ze mną mama - mogłam przelać na nią chociaż część swoich emocji. Finał konkursu Barilla Cup będę wspominać bardzo dobrze. Mam nadzieję, ze to nie koniec mojej kulinarnej przygody, a tymczasem zapraszam niżej po przepis na mój konkursowy makaron :). Smacznego!


Przepis na Penne Rigate Barilla w kremowym sosie ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

Składniki (3 porcje):

- 250 g makaronu Penne Rigate Barilla
- 10 sztuk suszonych pomidorów w oleju
- 2 duże garście świeżego szpinaku
- 100 g boczku
- 150 g mascarpone
- 1/3 szklanki bulionu lub wody
- sól i świeżo zmielony czarny pieprz
- do podania: tarty parmezan, listki świeżej bazylii

Szpinak umyć i przełożyć do dużego durszlaka. Boczek oraz suszone pomidory pokroić w kostkę. W międzyczasie ugotować makaron i odcedzić go na sitku, w którym znajduje się szpinak, przelewając liście gorącą wodą. Boczek przełożyć na patelnię i podsmażyć. Po kilku minutach odlać tłuszcz z patelni (nie będzie nam potrzebny), dodać suszone pomidory, bulion oraz mascarpone, doprawić solą i pieprzem. Wymieszać do powstania kremowego sosu. Na patelnię wrzucić makaron i szpinak, ponownie wymieszać. Podawać posypane tartym parmezanem i listkami bazylii. 

niedziela, 22 października 2017

Bataty zapiekane z ciecierzycą i batatowy hummus


Na dworze liście już mienią się wszystkimi kolorami jesieni, więc pozostańmy w tym klimacie również w kuchni. Tym razem proponuję przepis (a nawet dwa), gdzie przy okazji przygotowywania obiadu zostaną nam składniki na zrobienie czegoś na śniadanie :). Zapiekane bataty z dodatkiem orientalnych przypraw świetnie rozgrzeją nas w deszczową pogodę - obiecuję, nie pożałujecie :).

Składniki (1-2 porcje + miseczka hummusu):

- 1 duży batat
- 1 puszka ciecierzycy
- 0,5 cebuli
- 1 duży pomidor
- olej rzepakowy 
- przyprawy: słodka wędzona papryka, kmin rzymski, sól, pieprz (ilość według uznania)
- 2 porządne łyżki tahini
- 2 łyżki soku z cytryny
- 3 ząbki czosnku
- kilka łyżek wody

Piekarnik rozgrzać do 200°C. Batata umyć, przekroić na pół. Miąższ lekko naciąć nożem i posmarować delikatnie olejem. Ułożyć batata skórką do dołu, piec ok. 40 min, aż będzie miękki. W międzyczasie cebulę pokroić w kostkę, podsmażyć na oleju, dodać wszystkie przyprawy oraz ciecierzycę, wymieszać. Smażyć jeszcze przez chwilę. Połowę farszu odłożyć do przygotowania hummusu. Na patelnię dodać pokrojonego pomidora, zredukować ilość płynu. Z upieczonego batata wyjąć łyżką połowę miąższu i odłożyć go do części przeznaczonej na hummus. Farsz z patelni przełożyć do zagłębień w wydrążonych batatach, włożyć na 10 minut do piekarnika. W tym czasie przygotować sos: połączyć ze sobą łyżkę tahini, łyżkę soku z cytryny, ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, dolewając w trakcie po łyżce wody, do uzyskania konsystencji gęstego sosu. Doprawić solą do smaku. Bataty wyjąć z piekarnika i polać sosem. 
Hummus: odłożoną wcześniej cebulę z ciecierzycą oraz batata umieścić w pojemniku blendera, dodać łyżkę tahini, łyżkę soku z cytryny, 2 łyżki oleju oraz 2 ząbki czosnku (można dodać mniej) przeciśnięte przez praskę. Całość zblendować, przełożyć do miseczki, posypać wędzona papryką i sezamem.